B) Mekong Delta (18.02.2011)

Wycieczke do Delty Mekongu mozna opisac tylko jednym slowem-Cudowna!
Po 3,5 godzinnej jezdzie autobusem dotarlismy do Mekongu. Wsiedlismy na lodz, z ktorej ogladalismy jak wyglada codzienne zycie handlarzy wietnamskich. Lodzie sa nie tylko plywajacymi sklepami, ale tez domami. Czesto rodziny farmerow, wyplywaja na kilka tygodni z towarem (najczesniej owoce lub warzywa) na Mekong. Nie rozstaja sie z rodzinami, ale zabieraja wszystkich czlonkow na poklad i plywaja tak dlugo, az sprzedadza wiekszosc lub calosc swojego towaru.
Kolejnym punktem wycieczki byla wizyta na jednej z wysp na Mekongu, gdzie wyrabiane sa cukierki z kokosa, placki ryzowe, papier ryzowy oraz wino z banana! Cukiereczkow i plackow ryzowych nie przepuscilismy i za chwile znalazly sie w naszych plecakach:)
Mielismy tez wesolego przewodnika, ktory bardzo dobrze mowil po angielsku. Oprowadzil nas po wszystkich zakatkach i wytlumaczyl po koleji procesy produkcji towarow.
Potem przeszlismy sie na pasieke pszczol. Po krotkiej prezentacji ula (duzo mniejszy i prostszy niz nasze ule), zaproszono nas na zielona herbatke z miodem. Na stoliku bylo tez mleczko pszczele i pylek dla smakoszy.
Kolejna godzine spedzilismy na lodzi, przygladajac sie jak wyglada codzienne zycie mieszkancow nadbrzeza. Mielismy doplynac na kolejna wyspe na miejsce posilku, ale poziom wody byl tak niski, ze lodz musiala zacumowac duzo wczesniej, wiec w ten sposob zostalismu zmuszeni do pol godzinnego spaceru na druga strone wyspy. Goraco bylo niemilosiernie, ale bardzo fajnie. Po drosze mijalismy drzewa z bananami, durianami, rambutanami i innymi owocami, ktore wygladaja jak czerwono-fioletowe gruszki. W koncu dotarlismy na miejsce. Na miejscu, dostalismy super slona zupe z kluskami i ryz z warzywami lub dla chetnych z wolowina i warzywami. Po lekkim i malym (jak zwykle) posilku – rowery!
Rowery byly zardzewiale i zdezelowane, ale ile nam daly radosci! Pojechalismy przez plantacje bananow i kokosow do wioski, by ponownie sie przyjrzec jak wyglada codzienne zycie lokalnych apo powrocie Marcin odpoczal na hamaku w cieniu bananowca.
Po powrocie, wsadzono nas w male lodki, takie same jakimi na codzien poruszaja sie po Mekongu lokalni. Na glowy dostalismy charakterystyczne wietnamskie kapelusze, ktore naprwde niesamowicie izoluja cieplo i skutecznie chronia oczy przed sloncem. Bardzo przyjemna czesc wyprawy, ktora skonczyla sie wizyta na jednym z wiekszych rynkow, gdzie mieszkancy nadbrzezy i malych wysepek przywoza i sprzedaja swoje towary

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: