D) Droga do Hoi An-czyli Marcin o ruchu drogowym

Jedziemy wlasnie nocnym autobusem z Nha Trang do Hoi An. Podobnie jak w poprzednim, niezwykle waskie rozkladane siedzenia, do tego muzyka z glosnikow i trzesie-czyli standard azjatycki. Autobusy i busy maja tutaj taka zasade, ze jak widza przed soba motocykliste czy pieszego, nawet jesli jest na pasach, to nie zwalniaja, tylko trabia jak szaleni.Gdy jakis nie zdazy w poresie z drogi to gwaltowanie hamuja jakies kilka cencymetrow przed nim lub nie hamuja wcale i mijaja go “na styk”… Pozniej tylko leniwym wzrokiem spogladaja w lusterko czy aby osoba jadaca rowerem lub motorkiem nadal jeszcze siedzi na siodelku czy moze juz w rowie… Ale mysle, ze spogladaja raczej tylko z czystej ciekawosci, bo prawdopodobnie niezaleznie od tego jaki bylby efekt wyprzedzania (oczywiscie dla pechowego kierowcy motorka) autokar prawdopodobnie pojechalby dalej… Tutaj ewidentnie ruch drogowy opiera sie tylko na jednej zasadzie mniejszy/słabszy ustepuje wiekszemu/silniejszemu… Tych wielkich “potworow szos” nie sa w stanie czesto zatrzymac nawet…czerwone swiatla. Jedyna rada dla pasazerow aby moc w miare bezstresowo przetrwac taka podroz to postarac sie mimo wszystko wyluzowac (powiedziec sobie, ze to tutaj “normalna KULTURA” jazdy i ufac w umiejetnosci i  usunac refleks kierowcy. 

A teraz zdarzylo sie cos, w co trudno nam bylo uwierzyc. Zatrzymalismy sie gdzies na slabo oswietlonej drodze przy moscie, kierowcy wysiedli i dyskutuja z ludzmi stojacymi przy poboczu drogi przy wielkim kawalku drzewa z korzeniem (grube na jakies 50 cm i dlugie jakies 3-4m).Na poczatku myslalem, ze moze cos sie stalo i kierowcy zatrzymali sie by pomoc usunac ten solidny kawal drzewa z pobocza drogi, ale ten kawal drzewa okazal sie byc…. bagazem jednego lokalnego pasazera, ktory w tym miejscu wlasnie czekal na nasz autobus. Wygladalo na to, ze nawet lokalni kierowcy troche sie zdziwili widzac ten potezny ladunek, ale po krotkiej dyskusji zawolali jeszcze dwie osoby do pomocy i zapakowali “towar” do luku bagazowego, gdyz pasazer mial juz wykupiony bilet i jedziemy dalej jakgdyby nigdy nic… 🙂 WIdac w Azji przewiezc mozna wszystko…Ciekawe co jeszcze ciekawego nas tu spotka… 🙂

Jak dojechalismy do Hoi An czekalo na nas moto taxi by zabrac nas do wczesniej zarezerwowanego hoteliku. Bylo to dwoch drobnych panow na skuterkach – jeden dla jednego pasazera.Bez dyskusji zabrali nasze plecaki “na rame” i kaza wskakiwac na motorek. Moj plecak jest wyjatkowo ciezki, ja rowniez nie naleze do osob wagi lekkiej wiec jak jechalismy to niemal bylem pewien, ze za chwile moj plecak lacznie ze mna “przewazymy” umiejetnosci i pewnosc jazdy skuterkiem lokalnego moto taxi i wywrocimy sie na ktoryms zakrecie. Na kazdym zakrecie wystawialem juz nogi “na wszelki wypadek” i staralem sie pomoc utrzymywac rownowage kierowcy. Na szczescie dotarlismy do hotelu cali i zdrowi.

Nastepnym razem mam nadzieje, ze jesli ktos po nas wyjedzie to riksza a nie motorkiem.

Chociaz bywali wczesniej i tacy ktorzy chcieli zabrac na skuterek nas dwojke razem z dwoma wielkimi plecakami i mowili ze to “no problem”. Niestety nie dalismy sie przekonac i wybieralismy opcje pojscia pieszo. 🙂

Advertisements

One Response to “D) Droga do Hoi An-czyli Marcin o ruchu drogowym”

  1. Hi Lads,

    Perfect post! Enjoy your trip.
    Just a small request, can you put a date to the posts to see it clearly in which place are you visiting at the moment and it also gives me some hint for the order of places in the past ?

    Thanks

    Roland

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: