7. Fiji

 

 

Fiji wita nas upalna pogoda i wesolym zespolem grajacym na banjo i wykrzykujacym radosnie: Bula! (czyli witajcie!). Juz nam sie podoba:) Lotnistko jest pelne ludzi. Sezon przedswiateczny sciagnal tutaj ogromna liczbe turystow z Australii i Nowej Zelandii.

Niestety nie udalo nam sie wczesniej zarezerwowac noclegu, poniewaz te hostele z ktorymi sie kontaktowalam byly juz zajete, zostalo wiec szukanie w ciemno

Na lotnisku zaczepil nas pan, ktory zaproponowal podwozke do miasta za darmo w zamian za to, ze pojdziemy obejrzec jego hotel-Backpackers Inn. Pomyslelismy, ze jesli nam sie nei spodoba, wezmiemy plecaki i pojdziemy gdzie indziej. Czytalismy wczesniej, ze miasto Nadi jest nieciekawe i jak najbardziej zgadzamy sie z ta opnia po kika-godzinnym pobycie tam.

Hotel wygladal jak tani motel na jedna noc a cena byla wysoka-na poczatku chcieli 75 fidzyjskich dolarow (ok 35 USD), potem zeszli na 65 ale i tak nie mielismy ochoty tam nawet zostawic plecakow. Ostatecznie po dwu i pol godzinnych poszukiwaniach, wyladowalismy z jedynym z resortow w zatoce Nadi. Mimo, ze miejsce to nie oferuje zbyt wielu atrakcji, jest o wiele przyjemniejsze niz samo miasto. Cala zatoka to jeden sklep spozywczy zakratowany (hmmmm), jedna lokalna resturacja i moze 8,9 resortow. Plaza jest ciemna, piasek wulkaniczny, woda ciemna, ale w kontrascie z palmami, pasmem zieleni i gor, wyglada naprawde uroczo…. Caly dzien zszedl nam na specerach oraz wypoczynku na hamakach i planowaniu kolejnych dni…

Plyniemy wlasnie na rajska wyspe Waya.Mam troche czasu, wiec kilka slow o Fidzi. Niestety ceny tutaj sa dosc wysokie. Najtanszy nocleg jaki mozna znalezc na duzej wyspie to 55-65 fidzijskich dolarow za standardowy pokoj, czyli jakies 35-45 USD. Jesli zapragnie sie zobaczyc najpiekniejsze plaze i turkusowa wode, za ta cene dostanie sie jedynie lozko w dormie, plus trzeba doliczyc transfer lodzia-60-70 dolarow amerykanskich za osobe w jedna strone. Zdecydowalismy sie jednak na te opcje. Skoro juz tak daleko przylecielismy, to warto zobaczyc te najpiekniejsze zakatki.

Wiekszosc kobiet na Fiji ma meskie fryzurki, obciete na krotko. Nosza czesto kwiatek za uchem. Mezczyzn, natomiast, czesto mozna zobaczyc w spodnicach. Bardzo duzo osob ma zloto miedzy jedynkami. Nie udalo nam sie dowiedziec czy to jedynie ozdoba, czy moze to zdziebko metalu  ma to tez jakiej symboliczne znaczenie.

 Ludnosc w 65% jest wyznania chrzescijanskiego, ortodoksyjnego, wiec zaleca sie by nie odkrywac zbyt duzo ciala. Rezszta spoleczenstwa to muzulmanie i hinduisci.

Po rozmawach z lokalnymi, dowiedzielismy sie, ze zarabiaja bardzo niewiele w stosunku do super wygorowanych cen. Jedna lokalna pani w agencji, mowila, ze przecietnego fidzyjczyka nie stac na wakacje na wyspach, ze wzgledu na wysoka cene promu.

Kilka slow o kuchni. Tradycyjna ryba jest kokoido, z mlekiem kokosowym. Wlasciwie wiekszosc fidzyjskich potraw zawiera kokos. Zamiast ziemniakow jadaja Kasave, czyli takie jasniejsze, bardziej twarde i mniej slodie niz nasze tradycyjne ziemniaczki.

Rozgladam sie na boki i widze, ze  wlasnie zaczelismy mijac piekne wyspy o bialym piasku i o duzej ilosci palm, mniejsze i wieksze. Powoli doplywamy do wiekszych wysp, z gorami i lasami. To slynne wyspy Yasawa. Woda przy Yasawas jest blekitno-niebieska. Slyszymy krzyk: “Waya” ! Bierzemy plecaki i schodzimy na dol promu. Podplywa mala lodz, najpierw pakuja plecaki, potem nas. Przed nami rozposciera sie wybrzeze z bialym piaskiem, woda ma wszystkie odcienie blekitu. Na ladzie stoi zespol grajaco-spiewajacy. Pan na lodzi instruuje, ze gdy doplyniemy i zespol krzyknie Bula, musimy zgodnym chorem odkrzyknac: “Bula!”, to takie lokalne powitanie. Zepol po wymianie bula, pieknie nam zagral i zaspiewal, potem dostalismy urocze bezalkoholowe drinki na powitanie i przydzielono nas do Bure z dwojka innych osob.

To byly ostatnie wolne miejsca. Ostopus-resort w ktorym sie znalezlismy jest niezwykle popularny na Yasawa i wogole mielismy szczescie, ze cos sie dla nas znalazlo. Bure-to tradycyjna fidzijska chata zbudowana z gesto uplecionych lisci palmowych. W Bure poznalismy Marie i Micheala ze Szwajcarii. Przesympatyczni ludzie, z ktorymi spedzilismy 2 kolejne dni.

Juz pierwszego dnia poszlismy sie kapac w tej lazurowej wodzie. Rafa przy Octopusie jest bardzo blisko brzegu, wiec trzeba uwazac, gdy sie wchodzi, bo mozna sie latwo skaleczyc. Ja jako typowy mis fatalista, skaleczylam sie porzadnie juz przy pierwszym wejsciu.Pan od nurkowania pokazal nam pozniej “korytarz” przez ktory najlatwiej wejsc do wody i skad najlatwiej zaczac zwiedzanie rafy. Rafa jest niezwykla. Widzielismy juz rafy w Egipcie i w Malezji, ale rafy o tylu kolorach chyba jeszcze nigdzie wczesniej nie bylo nam dane ogladac. Roznokolorowe ryby i inne stworzenia morskie…i to wszystko tak blisko plazy. Nawet nie bylo potrzeby zapisywania sie na snorkelling jak w innych miejscach. Wystarczylo wypozyczyc maske i rurke, by zobaczyc te cuda podwodne. Marcinowi udalo sie pojechac na nurkowani kilka kilometrow dalej i mowil, ze tak pieknych, kolorowych ogrodow raf jeszcze nie widzial. Byl pod tak ogromnym wrazeniem, ze na drugi dzien, ponownie zapisal sie na nurkowanie.

Na Fidzi jest taki zwyczaj, ze gdy przychodzi sie do kogos w goscine, lub po raz pierwszy wchodzi do wioski, nalezy przybyc z tradycyjna kava, czyli napojem skladajacym sie z wody i startego korzenia kavy. Z tego tez wzgledu, pierwszego dnia wieczorem, zostalismy zaproszeni na obrzad picia kavy. Kava przygotowywana jest w specjalnym drewnianym naczyniu i podawana kolejnym osobom w malych naczynkach z drzewa kokosowego.

Gdy sie przyjmuje napoj, nalezy krzyknac: “bula!”. Wowczas wszyscy siedzacy odpowiadaja chorem: “bula!|. Nastepnie po wypiciu, dwa razy sie klaszcze w dlonie. Tak jest tylko za pierwszym razem. Przy kolejnych rundkach, pomija sie juz te konwenanse.

Kava dla lokalnych jest czyms jak dla Europejczykow alkohol, ze wzgledu na wlasciwosci.Po wypiciu kilkunastu miseczek, czlowiek czuje sie dosc dobrze, lecz traci zmysl orientacji. Dla nas napoj smakowal jak woda z blotem. Nie bylismy zachwyceni, wiec stanelismy na pierwszej rundce.Octopus slynie z przepysznego jedzenia, wiec przez 2 dni mielismy krolewskie posilki.

Popoludniami, oferowano nam takie atrakcje jak plecenie koszykow z lisci palm, robienie naszyjnikow czy branzoletek z muszelek lub przysluchiwanie sie opowiesciom lokalnego starszego pana o zwyczajach na wyspie, wieczorem ognisko, lub mecz siatkowki, takze nie nudzilismy sie. A jesli nic nam sie nie chcialo, pozostawala opcja polezenia na hamaku pod palma i podziwiania pieknych odcieni blekitnej wody. Przez chwile myslelismy, ze na hamakach spedzimy jedna noc, poniewaz zdecydowalismy sie na wyspe Waya i Octopusa w ostatniej chwili, tuz przed wejsciem na prom i nie mielismy nic zarezerwowane. Po poludniu drugiego dnia, odszukala mnie pani z recepcji na plazy i poweidziala, ze mam spakowac plecaki i zaniesc do biura zanim wyjedziemy. Zdziwiona powiedzialam, ze nie wyjezdzamy jeszcze, bo zapisalismy sie na dwa dni. Jednak biuro nie mialo takiej informacji, wiec przez kilka godzin nie bylo wiadomo, czy beda dla nas miejsca. Jedna z pan sprzatajacych przygladala sie calej sytuacji i tak sie zmartwila, ze nie bedziemy mieli gdzie spac, ze zaproponowala mi, ze jesli sie w resorcie nie nie znajdzie, ona nas chetnie przenocuje w wiosce. Po kilku godzinach jednak, znaleziono dla nas jeszcze dwa lozka w nowym bure.

Kolejnego dnia odwiedzilismy w grupie z Octopusa te wioske do ktorej mielismy zaproszenie.

Pieknie polozona wioska jest sponsorowana przez resort Octopus. Wiekszosc mieszkancow pracuje wlasnie w tym resorcie. Ludzie w domach spia na podlogach a kuchnie maja na zewnatrz domkow. Lokalny dziadek opowiadal nam wczesniej, ze kiedys wszyscy mieszkali w bure, ale od czasu ogromnego tornado, buduja domy z cegly.

Odwiedzilismy przedszkole ufundowane przez pare Australijczykow i wspomagane przez resort. Cudowne dzieciaczki spiewaly dla nas i mowily wierszyki. Potem zaczely nam sie rzucac na szyje krzyczac photo!photo!.

Dwa dni na rajskiej wyspie minely bardzo szybko, ale byly naprawde wyjatkowe.

Ze smutkiem pozegnalismy wyspe Waya, zaledwie po dwoch dniach. Nie wracalismy jednak sami, ale z naszym nowym kolega Michealem ze Szwajacarii. Micheal jest kucharzem w swoim kraju i jest wlasnie w trakcie odbywania swojej 7-miesiecznej wyprawy po Australii, Nowej Zelandii, Fiji i moze Bali.Przesympatyczny czlowiek. Po drodze zaproponowal, zebysmy przenocowali w hotelu Blue water lodge, gdzie mial zarezerwowany nocleg. Na miejscu okazalo sie, ze pokoju dla nas nie ma, ale umowilismy sie na kolacje. Jedzenie w Water lodge okazalo sie prawdziwym dzielem kulinarnej sztuki. goraco polecamy! Jesli ktos kiedys zdecydowalby sie na wyjazd na Fiji i wyladuje w Nadi najlepsze miejsce na wysmienite jedzenie po niezbyt wygorowanych cenach, to wlasnie tam. Dodatkowo co wieczor, przygrywa na gitarze lokalny mlody chlopak-Ben. Atmosfera rewelacyjna.

W tak uroczy sposob zegnalismy Fidzi, w towarzystwie Micheala i Dannego z Kaliforni, milosnika Polski (jego dziadkowie byli Polakami). Nastepnego dnia rano udalismy sie na lotnisko.

NASZE SWIETA WIELKANOCNE NA FIJI

Stojac w kolejce do odprawy czulismy wielki smutek, ze juz opuszczamy ta cudowna wyspe i po glowie zaczely nam chodzic mysli “czy naprawde nie da sie nic juz zrobic by zostac jeszcze pare dni dluzej…”.

Szanse byly nikle, bo sprawdzalismy juz te opcje dwa razy-na Bali i w Australii i nie bylo miejsc w samolotach w datach pozniejszych. Poza tym, byla tylko godzina do wylotu. Jednak podeszlismy do okienka obslugi klienta i pani nas poinformowala, ze za 200 dolarow fidzijskich (100USD), mozemy zmienic date na pozniej. nie wierzylismy wlasnym uszom. Wczesniej, za jakakolwiek zmiane, zadano od nas 90 funtow oplaty manipulacyjnej, plus po 100 funtow od osoby za inne oplaty i w dodatku termin lotu niezbyt nam pasowal. Pani znalazla nam lot za 5 dni. Kilkoma stuknieciami w klawiature bardzo nas uszczesliwila i na koniec powiedziala, ze wlasciwie nic nie musimy placic.Zrobila nam przysluge widzac, ze naprawde chcemy jeszcze troche pobyc w jej pieknym kraju. Pomyslelismy ze to chyba jakies swiateczne blogoslawienstwo dla nas, bo marzylismy o spedzeniu swiat Wielkiej Nocy na Fidzi. Zrobilismy szybko rundke po agencjach wynajmu samochodow. Okazalo sie jednak, ze w zadnej agencji nie maja juz aut.Gdy stalismy na srodku hali wylotow zastanawiajac sie nad alternatywnymi sposobami zwiedzenia glownej wyspy Viti Levu, z jednej z agencji turystycznej wyszedl czlowiek, ktory zapytal czy jakos nam moze pomoc. W ten sposob spedzilismy u milego pana w agencji dobra godzine, podczas gdy on dzwonil po wszystkich mozliwych agencjach w miescie szukajac samochodu dla nas. Znalazl sie jeden samochod, za wyzsza cene 90 fidzijskich dolarow za dzien (ok 45 USD), zakupiony przez agencje dzien wczesniej.

Nie mielismy zbyt wielkiego wyboru, poniewaz okazalo sie ze autobusy lokalne nie chodza zbyt czesto w czasie swiatecznym, (czytaj – nie kursuja prawie wcale) ktory trwa od Wielkiego Piatku do poniedzialku wlacznie. Znalezlismy jeden market otwarty, ktory umozliwil nam zrobienie zapasow jedzenia na kolejne 3 dni.

Pierwszym postojem na naszej trasie wzdloz wybrzeza glownej wyspy Fiji, czyli Viti Levu byla plaza Natadola. Jest to plaza uznawana za 7 najpiekniejsza plaze na swiecie i faktycznie jest cudowna! Bialy piasek i turkusowa woda. Plaza zakreca tworzac plytka lagune. Super miejsce dla rodzin. Do polowy plazy jest plytko, wiec idalne miejsce dla dzieci, gdzie rodzice moga byc spokojni ze dziecko sie nie utopi.Plycizna ciagnie sie az do bialej wysepki od ktorej zaczynaja sie rozne poziomy wody-czyli cos dla starszych. Trudno opisac w slowach jak pieknie mieni sie woda w zaleznosci od tego jak swieci slonce. Poleniuchowalismy sobie troche w poblizu jednego z drozszych hoteli na plazy-International Bay Resort, gdzie noc w jednym z tanszych pokoji kosztuje ponad 700 dolarow.

Tak nam sie tam spodobalo, ze probowalismy znalezc jakas tansza opcje na nocleg w poblizu plazy, ale wszystko juz bylo albo zajete albo drogie. Podszedl do nas czlowiek z obslugi w jednym z resortow:

– witam, mam na imie Sali i pomagam osobom takim jak wy. Jesli ktos nie ma wystarczajaco pieniedzy na nocleg, albo nie ma miejsca w resortach, to proponuje nocleg u siebie w domu.

Na ile Was stac? ile mozecie mi zaplacic?

Zaczelismy krecic, ze jeszcze poszukamy, bo w sumie nie znamy czlowieka, wiec tak dziwnie isc z nim do wioski.

On na to:-nie ma problemu, jesli nie chcecie isc teraz, to mozecie przyjechac pozniej. Jak zapytacie o Saliego, ojca Ariego, to ludzie Wam powiedza jak mnie znalezc.

Podziekowalismy i zaczelismy isc w strone auta, ale Sali podbiegl do nas i poprosil, zebysmy do niego zadzwonili powiedziec czy udalo nam sie znalezc cos innego czy nie.

-ale my nie mamy telefonu

-nie ma problemu. Jak poprosicie kogos na ulicy czy mozecie wykonac krotki telefon w waznej sprawie, pozwola Wam skorzystac ze swojej komorki.

Po drodze do miasta Sigatoka, gdzie planowalismy isc na wieczorne wielkopiatekowe nabozenstwo, zabralismy sporo osob. Autobusy tego dnia nie jezdzily zbyt czesto, wiec mnostwo bylo autostopowiczow na drogach. Jednych wysadzalismy, wsiadali nowi To ciekawe doswiadczenie poznawac w ten sposob lokalnych.

Kazda osoba ktora wsiadala nalezala do kosciola chrzescijanskiego, ale innego wyznania. Dowiedzielismy sie w ten sposob, ze na tej malej wyspie jest ponad 300 roznych wyznan chrzescijanskich i kazde na swoj sposob obchodzi swieta Wielkiej Nocy.

Dostalismy rowniez dwa zaproszenia na obiad. Od Eggi,niesamowitej matki 8rga dzieci, ktora stracila kilka lat temu meza. Opowiadala o swoich synach i corkach. Cieszyla sie ze najmlodsza z corek, ktora wyprowadzila sie do odleglej wioski do wujka nauczyciela, dzieki ktoremu moze sie uczyc, wraca do domu na swieta. Eggi dala karteczke z numerem telefonu do sasiadki, ktora ma telefon stacjonarny.Powiedziala, ze gdy bedziemy wracac, koniecznie musimy zadzwonic i sasiadka ja poinformuje by mogla sie przygotowac do przyjecia nas.

Potem podwozilismy pania pastor, ktora maszerowala kilkanascie dobrych kilometrow od swojej wioski, poniewaz jej kosciol jest tak bardzo oddalony od miejsca zamieszkania. W domu czekali na nia poltoraroczna coreczka i maz rybak, wiec pani powiedziala, zebysmy wstapili do niej na rybe, bo u niej w domu zawsze jest swieza. Podziekowalismy pani i wysadzilismy ja na przystanku, gdzie staly kolejne 3 osoby z garnkami w rekach.

Podwieziecie ich do kosciola katolickiego? jada na spotkanie.

-nie ma problemu, wsiadajcie.

Narobili nam zapachow.

Na Viti NAvu jest tylko kilka wiekszych miasteczek, wiec przez wiekszosc trasy mijamy male wioski. Ludzie znaja sie bardzo dobrze, wiec odnosi sie wrazenie ze cala wyspa to jedna wielka rodzina. Dojechalismy do Sigatoki okolo 18. Ludzie siedzacy przed kosciolem poinformowali nas ze smutkiem w glosie, ze ktos musial wprowadzic nas w blad, bo w kazdym kosciele katolickim na wyspie, nabozenstwo Wielkiego Piatku odbywa sie o 15 w poludnie.

– nie martwcie sie. Jutro na pewno zdazycie.Spotykamy sie tutaj o 11 wieczorem i zaczynamy ogniskiem na placu.

W niedziele o 9 rano. Zapraszamy!

Weszlismy do malego, uroczego kosciolka pomodlic sie. Z drugiej strony placu, docieral do nas przepiekny spiew lokalnych. Mlodzi mezczyzni grali na gitarach i wielka grupa parafian siedzaca na matach przed sala swietego Jana spiewala. Maja niesamowite glosy! Dosiedlismy sie do nich na chwile. Po koleji zaczely do nas podchodzic rozne osoby, witajac nas wielkim usmiechem i zapytaniem skad jestesmy.

-aaa, z Polski! Jan Pawel II i siostra Faustyna!

-tak, wlasnie z tamtad:)

-Bula! (czyli witajcie)-

-Bula!

Pytali nas czy na pewno mamy sie gdzie zatrzymac na noc i jak dlugo bedziemy.

Zrobilo sie bardzo milo i rodzinnie.

Rano udalismy sie do miasteczka. Miasteczko samo w sobie moze malo urokliwe, ale ludzie….tak niezwykle serdeczni.POszlismy na lokalny rynek, zakupilismy tradycyjne Easter crossed buns, czyli wielkanocne maslane buleczki z czerwonym krzyzykiem na wierzchu i zjedlismy obiad w lokalnym barze za cene 5 dolarow fidzijskich (czyli jakies 2.5 dolarow amerykanskich) za wielkie danie.Ceny w miescie bardzo roznily sie od tych jakie nam podawano w Nadi czy na wyspach. Rozejrzelismy sie po okolicy, odwiedzilismy poblizkie plaze koralowego wybrzeza.Dzien zakonczylismy w kosciele z lokalnymi.

Niezwykle byly nabozenstwa Wielkiej Soboty i Wielkej Nocy.

Gdy tylko weszlismy na teren kosciola, zaraz sie nami zaopiekowano. Jakas starsza pani podala nam swiece. Chwile potem, juz przy wielkosobotnim ognisku, podeszla do nas mloda dziewczyna;Ubu z Samoa. Ubu poznala swojego meza, ktory jest z Sigatoki w jednym z hoteli w Samoa i to tez byly jej pierwsze swieta Wielkiej NOcy na Fidzi.

Ubu od tej pory juz nas nie odstepowala na krok. Z pudelka ktore znalazla przed kosciolem zrobila sobie podstawke pod swiece. Zauwazyla ze my nie mamy podstawki, wiec szybko zdjela maly kartonik ze swojej swieczki i podzielila sie nim. Chwile potem zniknela na chwile, by w tym czasie zajac nam miejsca w kosciele (kosciolek byl malutki, wiec niewiele osob mialo miejsca siedzace|).

Lokalna ludnosc wypelnila kosciol po brzegi. Wszyscy ladnie, odswietnie ubrani. Lokalni mezczyzni ubrani byli w wiekszosci w biale koszule i sarongi, kobiety w pieknie suknie w kwiaty. Bylo kilka procesji z darami. NIezwykle spiewy. POdobalo sie nam rowniez, gdy w momencie gdy ksiadz mial sprawowac sakrament komuni, podeszla do niego kobieta i zalozyla mu na ramiona wieniec z kwiatow. Modlitwy skonczyly sie okolo 2 nad ranem. Potem byly zyczenia i zaproszenie na tradycyjna kave i rosol?! (ciekawe polaczenie swoja droga). Jednak bylismy zbyt zmeczeni by przylaczyc sie do swietujacych.

Nasze wielkanocne sniadanie nie przypominalo za bardzo polskiego, poza tym, ze mielismy jajka na twardo:) ale i tak bylo milo.

Niedziele wielkanocna spedzilismy na Coral Beach (plazy koralowej). W poniedzialek wielkanocny odwiedzilismy Pacific Harbour, znane jako kolebka kultury Fiji, gdzie mozna zakupic tradycyjne pamiatki, obejrzec tanic fidzyjski oraz slynne chodzenie po ogniu. Plaze od Pacific Harbour az do Suvy sa ciemne, podobnie jak woda.

Suva jest stolica Fidzi. Nie oferuje jednak zbyt wiele atrakcji; kilka budowli w stylu kolonialnym, piekna katedre (wyswiecona przez polskiego kardynala) oraz olbrzymi rynek, podobniez bardzo ciekawy, jednak ze wzgledu na swieta, akurat podczas naszej wizyty byl zamkniety. Ponad Suva rozposcieraja sie gory obrosniete gestym tropiklanym lasem.Milosnicy natury moga udac sie na trekking w glab lasu, by zobaczyc spektakularne wodospady, niezwykle kwiaty oraz jeziora, w ktorym mozna polowic ryby.

Dla nas numerem jeden jednak pozostala Natadola, biala plaza z laguna, gdzie spedzlismy ostatnie chwile naszego pobytu na Fiji. To co jednak zapadnie nam w pamiec najbardziej, to ludzie na tej piekniej wyspie.

CI, ktorzy nie wydaja sie przyjemni, to zazwyczaj ludzie wysoko postawieni (wlasciciele firm, menadzerowie)lub ludzie zwiazani z branza turystyczna. Zwyczajni ludzie jakich spotykalismy po drodze sa cudowni. Szczerzy, usmiechnieci, bardzo serdeczni.

Gdy nie macie gdzie spac, zawsze znajdzie sie ktos kto zaoferuje kawalek podlogi u siebie w domu w wiosce (tam ludzie spia na podlodze). Czesto po krotkiej rozmowie z lokalnym, mozna dostac juz zaproszenie na obiad.

Doswiadczalismy fidzianskiej dobroci na kazdym kroku i z czystym sercem mozemy powiedziec, ze to ludzie na Fidzi sa niezwykli.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: