3.Cambodia (11.02-15.02.20011)

KAMBODZA

Wlasciwie to wlasnie opuszczamy Kambodze, mialam zaleglosci w pisaniu bloga, wiec dopiero dzis w autokarze znalazlam chwile by troche popisac.
Od tego zaczne, od autokaru…pod tym wzgledem Kambodza to koszmar.
Zaraz po przekroczeniu granicy, dostalismy jakis rozklekotany autobus, w ktorym zepsuta byla klimatyzacja, plecaki ulozyli nam na silniku, wiec po paru godzinach jazdy byly gorace jak swieze buleczki z pieca. Drugi-duzo gorszy od pierwszego. Pan sprzedajacy bilety na trasie Siem Reap-Phnom Peng zapewnial, ze to dobrej klasy autobus, doplacilismy po dolarze wiecej za ten luksus, ktory najpierw sie popsul, wiec stalismy w jakiejs wiosce przez dobra godzine, potem zepsula sie klimatyzacja,hmm… wlasciwie to bylismy szczesciarzami, bo klimatyzacja ciekla od poczatku podrozy na miejscach tuz przed nami. Jeden z czlonkow zalogi probowal ratowac sytuacje machajac przed twarzami osob tam siedzacych mocno brudna, smierdzaca szmata, ktora za wszelka cene probowal przymocowac do sznureczkow wystawajacyh po bokach. Akcja ze szmata zakonczyla sie jedynie nieprzyjemnym zapachem wokol, lecz jak cieklo tak cieklo. Po 10 minutach przybiegl zadowolony z ta sama szmata i brazowa tasma klejaca, no i tym razem mu sie udalo. Wygladalo to komicznie, ale grunt, ze ludziom nie cieklo nic na glowy. Ja cieszylam sie z faktu, ze chociaz troche klima chlodzi, ale niedlugo niestety. Wysiadla zaraz po naprawach i wymianie kola. Wiec mielismy saune, z zapachem szmatki z przodu i dziwnym zapachem wydobywajacym sie z zepsutej toalety przy ktorej mielismy zaszczyt siedziec. Do tego wszystkiego drogi na tym odcinku sa tragiczne, wiec wytrzeslo nas niemilosiernie. Sauna + smell experience+ body shake trwal 7 godzin.
Obecnie pokonujemy trase Phnom Peng-Ho Chi Minh (Sajon), na ktorej teoretycznie kursuja najlepsze autobusy, no i ….coz…niby autobus sprawny, klimatyzowany, nie smierdzi, tak strasznie nie trzesie, ale….siedzimy na pierwszych miejscach zaraz za kierowca, nie ma gdzie rozlozyc nog, jest tak malo miejsca ze co chwile szturchamy sie z Marcinem zaczepiajac reka o reke. Od dokladnie 4 godzin prowadzimy nieustanna walke z komarami, ktore nam wiernie towarzysza i nie odpuszczaja. Zastanawialismy sie dlaczego te chmary komarow kraza praktycznie glownie wokol nas…zdaje sie ze odpowiedz tkwi w lnianym worku, ulozonym przed nami. Cos tam pan ciekawego przewozi, bo jak tylko wybijemy znaczna czesc, wystarczy ze pan otworzy drzwi i za chwile nasi skrzydlaci wrogowie nadciagaja.
Kolejnym ciekawym doswiadczeniem z tego tez autokaru jest film, rodem z Indii. Film trwal prawie 3 godziny, duzo tanca, kolorowych strojow, efektow specjalnych, super heroes i oczywiscie watkow milosnych. Niezle sie ubawilismy tym filmem-bajka, niezwykla produkcja, mysle ze raz w zyciu warto cos takiego zobaczyc:))
Do komunikacji w Kambodzy powroce pozniej..bo jest o czym pisac.
Mysle, ze warto tez wspomniec o naszej przeprawie przez granice. To tez dosc wyjatkowe doswiadczenie.
Wszyskie agencje sprzedajace bilety do Kambodzy wspolpracuja z jedna i ta sama firma, a raczej mafia. Zostalismy poinformowani, ze bus dowiezie nas do granicy, a za granica przesiadamy sie do autokaru i jedziemy prosto do Siem Reap.
Bus przed granica zatrzymal sie gdzies w wiosce przy jakiejs chacie z barem. Drzwi otworzyl pan, ktory powiedzial, ze teraz mamy wysiasc, wyjac swoje bagaze i od tej pory, on sie bedzie nami zajmowal. Powiedzial rowniez ze w tym miejscu bedziemy prawie 2 godziny, a potem nie bedzie juz postoju, wiec radzi by wziasc cos do jedzenia i picia. Potem podszedl do nas pytajac czy mamy wize do Kambodzy (nie mielismy), ale Marcin powiedzial, ze mamy na odczepne. Wtedy on poprosil, zebysmy pokazali paszporty, MArcin odmowil tak stanowczo, ze potem dziwny pan omijal nas duzym lukiem i “nabijal w butelke” innych podrozych. Pobieral oplaty za wize (ponad 1000 BHT), podczas gdy wiza kosztuje 20 dolarow, oferowal taksowki od granicy tlumaczac ze to najlepszy i najszybszy transport do Siem Reap, potem podchodzil z ofertami hoteli. Reszta przybylych w wiekszosci (podobnie zreszta jak my) czytala o podobnych numerach, wiec niewielu dalo sie skusic na “super oferty”. No i jak sie okazalo, to czekanie na kolejnego busa zajelo nie dwie godziny, ale pol godziny.
Na granicy wysadzili nas na rynku, ktory wygladal nieciekawie. Kurz, brud, zar z nieba, tablice z uwagami o kieszonkowcach. Mezczyzni i chlopcy pchajacy drewniane wielkie wozy wypelnione towarem.
Na granicy tez otrzymuje sie kartke informujaca o zagrozeniach zdrowotnych i o tym, ze wjezdza sie do kraju na wlasna odpowiedzialnosc, wiec pierwsze wrazenie Kambodzy nie jest zbyt pozytywne. Sami zalatwilismy sobie wize na spokojnie. Faktycznie kosztowala nas 20 dolarow, plus urzednik poprosil o 100BHT haraczu za osobe. Mielismy tylko 100BHT na nas dwoje przy sobie, wiec i na to przystal. Bylismy pewni, ze mafia nas zostawila i bedziemy musieli sami szukac austobusu do Siem Reap, bo zalatwienie wizy trwalo troche, ale jednak czekali. Nie bylismy na szczescie sami, bo kilka innych osob tez nie dalo sie namowic na zalatwienie wizy przez “bosa” jak o nim mowili kierowcy. Ujechalismy moze 20 minut i znowu sie zatrzymali gdzies w polu. Jedyne co tam bylo to nowoczesna, oszklona stacja. Poproszono nas ponownie o zabranie plecakow i wejscie do srodka. Tam “boss” przekonywal nas do wymiany waluty, po czym poinformowal, ze autobus bedzie dopiero za 4 godziny, wiec jesli chcemy byc szybciej mozemy wziasc platnego busa, albo taksowke. My uparcie twierdzilismy, ze skoro juz zaplacilismy za caly bilet raz, nie ma potrzeby zeby placic po raz drugi. “Boss” byl niezadowolony, bo szybko rozeszla sie wiadomosc wsrod obecnych, ze to oszust, wiec prawie nikt nie dal sie namowic. Kilka razy kazali nam wsiadac do nieklimatyzowanego autobusu (chyba zeby nas zmeczyc i naklonic do zmiany planow) i czekac. Po jakiejs godzinie w koncu ruszylismy.

Widoki za oknem nie zachwycaja. Widac skraja biede, ludzi zyjacych w trudnych warunkach, duzo krow, dzieci szukajacych czegos w duzych kaluzach, rozsypujace sie domy pokryte liscmi palmy.
Zatrzymalismy sie raz jeszcze w kolejnej wiosce na posilek, a potem juz Siem Reap.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: