B) Phnom Pengh (13.02-15.02.2011)

Podroz do Phnom Peng opisywalam wyzej i nie wygladala najlepiej. Wykonczyla nas totalnie, ale na cale szczescie od razu dostalismy sie do ladnego guest house, wiec nie musielismy tym razem biegac z ciezkimi plecakami w poszukiwaniu noclegu. Warto jednak wspomniec, ze pozytywem tej niewygodnej podrozy, byla mozliwosc zobaczenia tez jak zmienia sie kambodzanska wies. Im bardziej posuwalismy sie na poludnie, tym wiecej bylo zadbanych pol ryzowych i innych upraw, plantacji lilli wodnych i wygladajacych coraz lepiej chat na wysokich palach. Czesto te drewniane, zastepowane sa juz murowanymi. Okolice Phom Peng sa bardzo malownicze.
Phnom Peng jest jak inna Kambodza. Kambodza znana jest z ogromnej korupcji i handlu z narkotykami, preznie tez rozwija sie tutaj turystyka (mimo ze obecnie to jedynie 5-6% przychodu). Czy to tlumaczy bogactwo stolicy? Nie wiemy na pewno, ale tam zdecydowanie sa ludzie, ktorzy maja pieniadze. Luksusowe hotele, restauracje, kawiarnie. Piekny, dlugi pasaz wzdluz rzeki. Na ulicach sporo Leksusow i Land Roverow.
Ruch uliczny jest szalony, podobnie jak w Siem Reap, nikt nie patrzy na boki, ani w tyl, tylko przed siebie. Przejscie przez ulice to nielada wyczyn. Trzeba sie przeciskac lub przebiegac miedzy stale jadacymi skuterami, samochodami i autobusami. Ruszaja na czerwonym, rownoczesnie jada prosto, w prawo i w lewo, zrecznie sie wymijajac.
Zasada jest jedna, im wiekszy samochod, tym wiecej ma praw na drodze. Kazdy musi mu ustapic i zdecydowanie wlasciciele wielkich jeepow jak i kierowcy autobusow czuja sie jak krolowie szos.
Marcin zapragnal sprobowac wlaczenia sie w ten niekontrolowany ruch uliczny. Wypozyczlismy skuter (w agencji spedzilismy wczesniej jakas godzine, bo co chwila okazywalo sie, ze cos nie dziala, wiec naprawiali i naprawiali). Marcin szybko zrozumial jazde Kambodzan i swietnie sobie radzil. Raz tylko mielismy dziwna sytuacje. Marcin ustawil sie do skretu w lewo a jadacy za nami autobus nawet nie zwolnil. W ostatniej chwili, odskoczylismy a miedzy nami a autobusem smignal jeszcze skuter. Ciekawie bylo…;)

W Phon Peng odwiedzilismy muzeum miasta (w ktorym pracuje profesor, ktory studiowal w Polsce. Chcielismy sie z nim spotkac, ale okazalo sie ze jest na konferencji). Mozna tam zobaczac wszystko to, co zostalo znalezione wokol Angkor Wat i innych okolicach. Pamiatki nawet sprzed 4 tysiecy lat p.n.e.
Nastepny przystanek to muzeum ludobojstwo Pol Pota. Trudno slucha sie o okrucienstwach, torturach i zbrodniach. Nie mniej jednak naprawde warto sie tam udac, by lepiej zrozumiec to, co obecnie dzieje sie w kraju. Zastanawialismy sie dlaczego Czerwoni Khmerowie tak katowali niewinnych wspolobywateli, skoro i tak ostatecznie stracili ich na polach smierci. Zameczono i zabito 20,000 osob. Miasto Phnom Peng zostalo wyludnione. Ludzi wypedzono na tereny wiejskie, przeksztalcone na obozy pracy. Pracowali mezczyzny, kobiety i dzieci, dzien i noc, w ciezkich warunkach o misce ryzu. Leniwych surowo karano. Rodziny rozdzielano. Dzieci byly w osobnych obozach od rodzicow. Nawiekszych ludobojstw dopuszczono sie w latach miedzy 1975-79. Nie sposob opisac okrutne metody stosowane wobec obywateli. Jesli uznali ze niewinny wiesniak jest szpiegiem (czesto pytano o powiazania z CIA, o ktorego istniniu mieszkancy nawet nie wiedzieli) to aresztowali nie tylko jego, ale jego zone i dzieci i torturowali ich tak samo. Gdy nadeszli z pomoca Wietnamczycy, Czerwonie Khmerowie uciekli wgory na granice z Tajlandia, gdzie swietnie funkcjonuja do dnia dzisiejszego. Nasza przewodniczka, ofiara rezimu, ktora stracila w tym czasie ojca i kilka braci i siostry, mowila, ze wspierani sa przez rzad Tajski, z ktorym wspolpracuja. Czy to ich obecnosc tlumaczy fakt, ze polnoc panstwa jest tak uboga, kiedy poludnie kraju idzie naprzod? takiej odpowiedzi nie uzyskalismy, natomiast wiemy na pewno, ze ofiary rezimu bardzo cierpia z powodu nie stawienia “zbrodzniarzy” przed Trybunalem. Ukaranych zostalo tylko 4 przywodcow. Reszta zyje w gorach. Niektorzy z przesladowcow w miastach lub na wsiach kambodzanskich. Maja rodziny i prowadza normalne zycie. Tluamcza, ze byli zmuszani jako mlodzi do takiego postepowania, ze przywodcy nie pozostawili im wyboru. Niektorzy z nich wstapili do zakonow buddyjskich. Kraj nadal stoi przed wyzwaniem rozliczenia sie z krwawa przeszloscia.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: